
28.01.2011 01:44
26.09.2010-26.01.2011
To już będzie ostatni wpis odnośnie mojego niezaplanowanego spotkania na drodze.
Poniedziałek, 27.09 obudziłem się ok 7 (dość wcześnie biorąc
pod uwagę zaledwie pół przespanej nocy) okrutny ból
nie pozwalał na dłuższy sen. Leże na szpitalnym łóżku,
krążąc błędnym wzrokiem po otaczjących mnie ścianach,
próbując ogarnąć wszystkie myśli. Nic jednak w tym nie
pomaga. Ani ponowne podanie środków, ani rozmowa i
szczere, przyjazne gesty dobrych ludzi.
Leże, mija czas
sniadania, nie podają mi go jednak ze wzgęldu na możliwośc
operacji w dniu dzisiajszym. Przenosza mnie w końcu do
normalnej sali, ok godz 12-13. Z łóżka każą mi się
przesiąść na wózek inwalidzki, co wbrew pozorom okazuje
się dość trudne do zrobienia. Już siadając na łóżku mam
odruch wymiotny i znaczne zawroty głowy. Z wielkim problemem
wstaje z łóżka i bezwładnie opadam na wózek
inwalidzki, na szczescie zaraz za nim stoi pielegniarka i
przytrzymuje go, zeby nie odjechal.
Dalej winda.... trzecie
piętro... wyjezdam z windy... na korytarzu czeka na mnie
kumpel, który nie może patrzec jak pielegniarka
prowadzi wózek, on ciągle myśli że stało się coś gorszego
aniżeli tylko złamana ręka. Na mojej twarzy jednak gości uśmiech
że widzę dobrego znajomego, dobrego człowieka na mojej drodze,
człowieka z którym połączyła mnie wspólna pasja,
wpólna miłość. Wjeżdżam na salę, przesiadka na
łóżko.
Mijają kolejne godziny, mija czas obiadu którrego również nie dostaje z tego samego powodu z jakiego ominęło mnie śniadanie.
Przychodzi godz 19, ponad 24 godz od wypadku, leże już bez kroplówki, na szczęście mogę też wstać już z łóżka. Podają kolacje, pierwszy posiłek od wczorajszego śniadania, bądz obiadu, co to jednak jest, szpitalna kolacja, ledwie ją poczułem. Na całe szczęście znajomi byli w drodze na odwiedziny :) więc wystarczyło wykonać telefon i ładnie poprosić i żarełko z baru fast food (nie bedziemy robic reklamy) przyjechało do szpitala i ucieszyło moje oczy, podniebienie i żołądek :D. Zjedzone, pogadane, więc czas wrócić do siebie (czyt. szpitalne łóżko) a kumple do domu.
Druga noc w szpitalu... bezsenność... rozmyślanie... nadmiar wolnego czasu... coś naprawde niemiłego.
Patrze na sufit, na światła miasta za oknem, na pacjentów obok...
Myśle... zadaje sam sobie pytania, żadne jednak nie brzmi dlaczego ja? wszystkie raczej szukają rozwiązania, szukają celu do którego zdarzenia ostatnich kilkudziesięciu godzin mają mnie zaprowadzić.
Czuje się trochę jak w filmie, tylko chciałbym wiedzieć czy gram w komedii z happy endem, gdzie wszystko zakończy się po mojej myśli, czy może to dramat i zakończenie delikatnie mówiąc nie będzie szczęśliwe.
W końcu udaje mi się zasnać, jednak nei na długo, w ciągu całej nocy budzę sie kilkukrotnie.
Nadchodzi ranek, znów nie dostaje śniadania, tym razem jednak wiem że operacja będzie przeprowadzona od samego rana. Około godz 9-10 przychodzi pielęgniarka pomaga mi sie do operacji przygotowac. Przesiadka na inne łóżko i jazda na salę operacyjną.
Budzę się, przejażdżka spowrotem na moją salę, tam już czekają znajomi. Nie wiem co mi podali ale fajnie działało, spać mi się chciało, ale gdy się tylko na chwilę rozbudziłem umysł działał jak należy jedynie oczy się nie otwierały.
W sumie to chyba cały dzień przespałem, a w nocy robiłem to samo co noc wcześniej...
Przyszła środa, i od rana dobra wiadomość, JEDZIE PAN DZISIAJ DO DOMU, z radości to prawie zacząłem biegać ;). Skoro jedziemy do domu, to trzeba spakować co moje i czekać na trasport.
Przyjechali, jeszcze tylko papierki i jedziemy do domu.
Po powrocie do domu, przez około 2 tyg miałem ogromny problem żeby wstać z łóżka, umyć się czy zrobić cokolwiek innego. Dopiero po tym czasie ściągnięto mi opatrunek usztywniający z ręki a największy ból odszedł. Kolejne dwa-trzy tygodnie tenowałem ścięgna, mocno skurczone po zabiegu. Pod koniec listopada spędziłęm pierwszy dzień w pracy u znajomego i tak jest do teraz, żeby nie przemęczyć ręki nie wróciłem jeszcze w pełni do pracy.
W poniedziałek 24.01 miałem kontrolną wizytę u lekarza, zdjęcię rtg które pokazało, że ręka sie zrasta bardzo dobrze. W pełni jednak siły jeszcze nie odzyskałem, do sezonu jednak jeszcze troche zostało ;) więc mamy czas żeby odłożyć i znaleźć nową piekność dla siebie. Oby nowa znajomość przetrwała dłużej.
Komentarze
: 5
Mała -> Tomek się przywitał z asfaltem poza granicami naszego zapadliska zwanego Polską :]
Trzymaj się, i jak najszybszego powrotu do zdrowia :) No i obowiązkowo życzę Ci tego abyś w sezonie śmigał na swojej ukochanej przyszłej bestii!!!I obyś więcej nie miał ''takich'' niefajnych sytuacji.
Szybkiego powrotu do zdrowia :-)
No i koniecznie do latania na jakimś fajnym sprzęcie ;-)
Pozdro
kiedy jest się np. w takiej sytuacji docenia się posiadanie tej oddanej ekipy, która będzie przy nas gdy jej potrzebujemy, masz szczęście, że ją masz.
Łapka Ci się zrośnie dziadzie i jeszcze razem wyjedziemy z naszymi ukochanymi na spacerek ;)
Trzymaj się facet i nie przeciążaj tej swojej witki cyborga :)
Archiwum
Kategorie
- Ekstremalnie (8)
- Emigranci (1)
- Na wesoło (656)
- O moim motocyklu (1)
- Ogólne (151)
- Ogólne (5)
- Ogólne (10)
- Wszystko inne (25)
- Wszystko inne (4)